Hotel Riu Montego Bay

[embedyt] https://www.youtube.com/watch?v=k4wW03gy4iw[/embedyt]

Jamajka...........długo oczekiwany wyjazd na tę legendarną wyspę właśnie się dokonał.Dlaczego legendarną? Z powodu Boba Marleya,z powodu ganji,muzyki reggae ale przede wszystkim jak zawsze u każdego z powodu ciekawości.

Zacznę od tego że to wypad rodzinny bo takowe zawsze występują u nas w okresie wakacyjnym.Jednak co napiszę dalej będzie mogło się wydawać nieco rasistowskie,sorry ale takie mam klimaty,pisze co myślę,jakkolwiek rasistą nie jestem i się nie uważam. Tak więc dnia 12 sierpnia roku pańskiego 2015 pakujemy manatki i śmigamy do Warszawy by stamtąd udać się do stolicy eurokołchozu Brukseli.Różnie latałem do tej pory najczęściej jest to Berlin czasami Frankfurt,ostatnio nawet Madryt ale również i nasza stolica.Wiadomo że dopóki nasz kraj stopą życiową będzie przypominał Nigerię dopóki stąd nie wyleci żadna poważna linia poza tą która wywozi gastarbaiterów do Londynu bądź już zamieszkałych w GB Polaków.

CDN................

Goa Chitra museum

 

To będzie opowieść z koszmarnymi jak na moją cierpliwość wątkami. Po miesięcznym zgoła zastanawianiu się nad wyborem destynacji, na moim horyzoncie jawiły się Brazylia, Jamajca Malediwy, Bali, pozostała część Malezji oraz Indie. Wybór mój padł na ostatni kraj, powody? Różniste, Atlantyk o tej porze roku zimny i deszczowa Brazylia, Jamajca nie, bo zamierzam się delektować tym krajem, co najmniej dwa tygodnie, Malediwy nudy na pudy, czyli wyłącznie sporty ewentualnie delfiny tudzież inne morskie przygody. Bali o tej porze roku bardzo deszczowo. Padło, więc na Indie a konkretnie na Goa. Ja nie wiem, bo naocznie przekonany nie jestem, ale z przekazów wiem, że poziom biedy w tym kraju przekracza wszelkie formy, stąd mój wybór padł na Goa jeden z bogatszych a dodatkowo chrześcijański dystryktów w Indiach. Ta była kolonia portugalska rzeczywiście zaskakuje najbardziej mnogością kościołów, misji, kaplic tudzież innych form uzewnętrzniania naszej wiary. Potocznym językiem, gdziekolwiek byś się nie znalazł i obracał się w każdym kierunku rzucając czymkolwiek trafiasz w kościół, serio. Wracam do początku, czyli do wyboru z dnia ostatecznego podjęcia decyzji. Kliknąłem wyczuwając dobrą cenę, na loty z Berlina na Goa, zawsze mój wybór to przede wszystkim wygoda potem cena i tak było tym razem. Możesz o tej porze polecieć na Goa z Ukrainy(sic!) za 1700 zł, możesz polecieć z innymi liniami za 2-2,5 tyś, przy czym koczowanie na lotnisku 9-12 godzin to nie na moje zdrowie(zależy, w jakim kraju) możesz mieć bilet z przesiadkami ready check in za 5 stówek więcej. Możesz też polecieć za 5,8 lub 12 koła liniami Emirates lub Qatar Airways w terminie, jaki Ci pasuje, luz rozsądek ponad wszystko. Uwielbiam linie arabskie bynajmniej nie stawiali foteli z centymetrem jak to czynią nasze z eurokołchozu.Dzień kliknięcia to 10 stycznia, więc miesiąc do odlotu, stary wyga taki jak ja w zasadzie zostawia doinformowanie się o danej destynacji na sam koniec może z racji wieku może z doświadczenia? Wybór hotelu to kilka następnych dni tu koszmarem są ceny, jeden z najbiedniejszych regionów świata a ceny hoteli przebijają takie destynacje jak Meksyk, Kuba czy Dominikana gdzie Amerykanie wychowali sobie swoim bogactwem pasożyta, Wybór oczywisty z racji kategorii oraz całkiem fajnego położenia padł na, dwa ale o tym później. Niestety klątwa Indii zaczęła działać około 25 stycznia. Postanowiłem się wczytać w necie, co, z czym i jak czyli zanurzyć się w wynurzeniach internautów, którzy odwiedzili Indie. Pierwsze słowa z wyszukiwarki, czyli wiza do Indii, dlaczego to wpisałem? Z ciekawość chciałem wiedzieć, jaki wydatek mam na tę przyjemność przeznaczyć, szok i niedowierzanie lista kilkudziesięciu krajów wśród nich Ukraina, Rosja czy Korea Północna z wizą on arival, Polska niestety obowiązek w ambasadzie!?Cóż wylot za około dwa tygodnie a tu niespodzinka , no to się wczytuję i tu mi się, co raz bardziej jawi obraz szoku i niedowierzania. Po pierwsze w ambasadzie to sobie możesz, ambasada wydaje wizy nie jest stroną w załatwianiu, po drugie do tych czynności powołana jest firma o nazwie BLS International, która pośredniczy, przy czym nic nie jest pewne oprócz opłaty 240 złotych, ale już zapomnij, bo od 1 lutego 2015 zasady są inne, o nich potem, Myślę sobie jaja sobie robią i dlatego tylko, że pośrednika strona jest podana, jako oficjalny reprezentant podejmuję ryzyko załatwienia (wyboru nie mam) Na stronie BLS z każdym kolejnym wierszem instrukcji jawiła się myśl- to jakaś banda oszustów itp. hien. Sprawdziłem stronę czy to, aby na pewno oficjalna strona ambasady Indii, drugi, co do liczebności kraj na świecie a prowadzi stronę internetową w Polsce jak niechluj, mało tego strona przez dwa tygodnie regularnie jest off, czyli piszą krótko pada raz za razem, ženuła.Nie będę cytował wersetów ze strony BLS dość powiedzieć, że firma, która działa w Polsce nie posiada konta do wpłat wizowych tylko przyjmuje gotówkę lub przekazy pocztowe, to ja się pytam, Szczurek(min finansów) gdzie Ty jesteś? Na mnie nałożyłeś taki obowiązek od 25 lat z tego, co pamiętam a tu w 2015 roku firma działająca jak krzak? To są normalne jaja, ale że wydatek i ryzyko kilkuset złotych nie zmasakruje mi budżetu 28 stycznia przelewam kasę przekazem pocztowym.29 Stycznia wypełniam druki wizowe ze strony, one muszą być wypełnione online i wydrukowane, zaliczam, więc dwie pomyłki a raczej niedopatrzenia wynikające z dziwnego tłumaczenia tekstu. O pytaniach ze stronnych wizowej nie napiszę, wspomnę tylko, że spowiadać się musisz ze wszystkiego, łącznie z wyznaniem. Gotowe wydrukowane wnioski wysyłam na adres BLS w Warszawie do tego oczywiście paszporty, niestety. Nie ma dla mnie ważniejszego dokumentu niż paszport, mógłbym się pozbyć wszystkiego, ale wysyłać paszport? Mieszam uczucia zdziwienia z obawami i pomstą na system wizowy oraz nasze MSZ.31 stycznia sprawdzam na stronie BLS czy moja przesyłka dotarła, jestem dodatkowo podminowany gdyż od 29 na stronie ambasady widnieje komunikat, iż wnioski przyjęte do realizacji po 1 lutego wymagają osobistego przybycia wraz z badaniem siatkówki plus odciski etc. Na szczęście moje dokumenty przyjęto do realizacji 31,więc stresu jakby nieco mniej. Czas na rozpatrzenie podany na stronie ambasady to 5-7 dni roboczych sądzę, więc że spokojnie do 11 lutego moje dokumenty wrócą. Każdego dnia powyżej piątego sprawdzając na stronie stan wniosku ciśnienie rośnie, komunikat o trwaniu do rozpatrzenia podnosi skutecznie mój barometr.9 Lutego rano zamawiam kuriera do ambasady pomimo komunikatu, że dokumenty oczekują na rozpatrzenie. Jak się okazuje to było dobre posunięcie, nie, dlatego że dokumenty były gotowe, ale dlatego że dzięki kurierowi dostali dopalacza? Odbiór dokumentów odbywa się pomiędzy 15-17,dzwonią do mnie o godz.15: 30 z komunikatem, iż jest u nich mój kurier a przecież oni nie mają gotowych dokumentów. Tutaj włączam się z monologiem w stronę Pani z ambasady, zakończonym serią pytań, nic z tego żadnego łkania ani tym bardziej podniesionego tonu, stanowczy ton, natarczywa seria pytań o zasady itp. zachowania. Rozmowa zaczęła się od tego, że mam sobie odebrać dokumenty w Warszawie 12 godzin przed odlotem, dodam, że moje miejsce zamieszkania to 300 km od Warszawy a lecę z Berlina, do którego mam 450 km. Skończyła się na tym ze Pani stanie na wysokości zadania i poprosi kuriera by jednak przyszedł jeszcze raz około 19 dokumenty będą gotowe. Kiedy o 18: 30 dostałem smsa od DHL, że przesyłka została przyjęta do realizacji, ciśnienie spadło, wściekłość na najbardziej idiotyczny wybór destynacji, jakiego dokonałem w swoim życiu, nie?· Pozostawiam resztę tego, co na terenie Europy, bo to standard, dojazd, odlot, lot i pierwsza przesiadka w Abu Dhabi. Kolos wielkie lotnisko, na terenie, którego zapewne zmieściłyby się dwa 30 tysięczne miasteczka jak to, obok którego mieszkam. Piękny terminal bardzo przyjazny dla pasażera, pod kopułą miejsca wypoczynkowe, dostęp do udogodnień wszelakich, czyli gniazd ładowania baterii telefonów, Internetu etc. Restauracje, bary itd, poniżej bezcłowa, czyli jak to w krajach arabskich bywa cieknie bogactwem. Tym razem po dużych zakupach na bezcłówce dostałem cztery kupony na losowanie w loterii. Loterie w krajach bliskiego wschodu to nie jakiś tam TV czy inny drobiazg, rok wcześniej na lotnisku w Doha kusiło mnie na loterię Qatar Airvays,nagrody trzy,lamborghini,aston martin oraz 1 mln USD. Tutaj podobnie, porsche, oraz mln dolców.Dlaczego nie w totolotka nigdy nie gram chyba, że z życiem, więc wrzucić kupon nie zawadzi? Po 2 godzinach dekujemy się na pokład Jet Airlines. Flota dość zużyta jednak, jako członek Star Airlines na pewno spełniają wymogi, więc bez obaw lecimy na Goa. Po 4,5 godziny wysiadka na GOA i tu się zaczyna to, czego zaczątek miałem w Polsce w kontakcie z ambasadą Indii w PL. Biurokracja straszna, wydaje Ci się, że jak masz wizę w paszporcie to cię ominie wypełnianie kolejnych druczków? Nic z tego, pierwszy wielkości A4 zeznanie na temat stanu zdrowia oraz wszystkiego, co związane z twoją historią chorób, kolejny, mały druczek wizowy z identycznymi wpisami jak na wizie. Idziesz, więc i pierwsza kontrola mierzenie temperatury ciała pod tytułem Ebola.Stajesz w kolejce do kontroli paszportowej sprawdza twoją wizę oddajesz mały druczek, jako kopie wizy z paszportu, idziesz 5 kroków dalej sprawdzają Twoją wizę czy aby na pewno ten kolega, co wcześniej sprawdzał wizę zobaczył to, co miał. Zjeżdżasz schodami w dół do wyjścia tu kolejna niespodzianka, musisz oddać ten sam druczek, co wcześniej kolejnej kontroli, i zaznaczam nie ma nikogo, kto nie wypełnia tych druczków przy wyjściu, bo każdego zaskoczy fakt poczwórnej kontroli wjazdowej. Dodatkowo wybiórczo kolejny raz należy prześwietlić bagaż na szczęście mnie to omija. Kierujemy kroki ku wyjściu z terminala, tu tradycyjnie dziesiątki naganiaczy taksówkowych, większość z nich pracuje dla korporacji, która ma siedzibę w budynku lotniska. Warto jednak skorzystać z usług tejże gdyż zwyczajnie ceny są sztywno ustalone i raczej z kosmosu nie pochodzą. Kwota 1400 Rupii za 55 km podróż do hotelu przy cenie paliwa 74 Rupii za litr to nie jest wygórowana kwota. Przekładając na euro po podatkach 1 euro to 68 Rupii, czyli litr paliwa to około 4,4 zł podróż do hotelu to 20 euro. Wsiadamy, więc do busika i śmigamy, jeśli tak to można określić do hotelu. Legendy krążą po świecie o stanie dróg w Indiach i nie są to przesadzone legendy? Po pierwsze Goa ma i tak w miarę dobre drogi asfaltowe, ale po drugie te drogi są skrojone tak samo jak w pozostałych regionach Indii, tzn. ich szerokość jest minimalna dla minięcia się dwóch pojazdów. Kiedy pojazd ma gabaryty autokaru lub ciężarówki to nie widziałem kozaka, który przejechałby mijając drugiego szybciej niż 5 km/h? Po ponad godzinnej jeździe jesteśmy w hotelu, Piękny kameralny hotel utopiony w zieleni, z satelity praktycznie nie do zobaczenia gdyż zieleń wchłonęła go całkowicie. Jedyny budynek widoczny z satelity to budynek zaplecza na uboczu. Budynki mieszkalne zatopione we wszelkiej maści roślinności. Pokoje spore łazienka imponujących rozmiarów wyglądająca raczej jak pokój kąpielowy. Wyposażenie aspirujące pod hotel, 5* dlaczego ten nie ma 5* nie wiem być może kwestia dostępu do oceanu lub innych uwarunkowań. Teraz łyżka dziegciu w stronę hotelu a tym samym B.com.Otóż rezerwowałem hotel z czasem przybycia około 6 rano, niestety kazali mi czekać, do 10 ale tu ciekawostka od 12 liczy się doba hotelowa. Ponieważ czekałem w godnych warunkach na to nie narzekałem. O godz. 10 w recepcji od zmiennika usłyszałem, że mam zameldowanie od 12,i tu się zaczął mój wywód oraz kilka ostrych słów, które uwieńczone zostały natychmiastowym zameldowaniem w pokoju. Trudno jest mi oceniać ten hotel całościowość w nim niestety sprzeczności. Posadowienie hotelu dla turysty żądnego wrażeń kiepskie, leży od w dorzeczu, wokół tereny zalewowe. Z drugiej zaś strony w miarę cicha okolica oraz piękna infrastruktura połączona z wszechobecną zielenią dają ukojenie potrzebne dla wypoczynku. Kilkadziesiąt metrów od Mayfair biegnie główna droga do wioski rybackiej, w zasadzie to ta wioska ciągnie się wzdłuż drogi. Betul, bo o nim mowa to wioska rybacka, cicha i typowa dla Indii. Bieda wokół aż piszczy, bałagan i nieład, dla Europejczyka to szok, dla mnie kolejny zwyczajny kraj spoza tych wysoko ucywilizowanych. Co zrobić, mentalność większości świata jest, jaka jest, liczy się higiena osobista, liczy się porządek w gnieździe poza nim sterty tego, co wymiecione z gniazda. Co jest jednak specyficzne, sądzę że dla Indii a jestem pewny, że dla Goa to zapach. Otóż wszechobecny śmietnik to nie sterty śmieci a po prostu spore ilości papierków itp. Zapach Goa to mieszanka zapachów kwiatowych, jedzenia oraz ryb, przy czym ten ostatni zapach to specyfika nadbrzeżna z uwagi na ilość wiosek rybackich oraz narzędzi do połowu, czyli łódek, kutrów, sieci itd. Goa z tym całym bałaganem po prostu o dziwo pachnie, owszem są miejsca gdzie powietrze stoi nie jest to jednak odór, jaki znamy ze stert z odpadkami. Jest jeden smród ciężki do zniesienia to woń palonych śmieci. W Indiach podobnie jak na Sri Lance palą śmieci wzdłuż zabudowań oraz ulic i w innych miejscach byleby poza domem.